Charlotte – hit czy kit?

Cześć !

Wczorajszego dnia miałam okazję po raz pierwszy zjeść w słynnym bistro „Charlotte”. W miejscu, gdzie każda blogerka, vlogerka czy tumblrgirl obowiązkowo musi się pojawić. Dla tych, którzy nie wiedzą: charlotte oferuje francuskie śniadania składające się z pieczywa i konfitur podawanych w słoikach. Wszystko pięknie wyglądające – idealnie prezentuje sie na instagramowych foteczkach. Ale czy wygląd idzie w parze z jakością?

Jak możnaby się spodziewać rownież uwieczniłam te pyszności na zdjeciu. Niech tylko wygląd Was nie zmyli.

Ten post nie będzie niestety zbyt przychylny dla tego miejsca. Pomimo, że ceny są dość umiarkowane a jedzenie smaczne, pozostaje kwestia obsługi, lokalu oraz higieny, a właściwie jej braku.

Gdybym wcześniej nie wiedziała co znajduje się w zamówionym przeze mnie zestawie śniadaniowym, prawdopodobnie nie otrzymałabym połowy produktów. O wszystko musiałam się dopominać po kilka razy.

Kolejną sprawą są stoliki, które ledwo mieszczą porcję jednej osoby (a mają pomieścić 3). W rezultacie koszyk z pieczywem najlepiej trzymać na kolanach, bo inaczej cała reszta zastawy wyląduje na podłodze. Pragnę podkreślić, że większych stolików brak (żeby nie było że aż tak się czepiam). W lokalu ciasno i głośno, cieżko nie wsadzić łokcia w talerz sąsiada.

I teraz coś co szczególnie zwróciło moją uwagę i wręcz mnie obrzydziło. Słoiki z konfiturami i czekoladą są „ruchome”. Najpierw jeden stolik macza swoje sztućce w konfiturze, po czym kelnerka przekłada słoik na drugi stolik, gdy ten pierwszy skończy jeść. Słoiki cały czas są otwarte i w każdej chwili może wpaść tam mucha czy inne „brudy” od gości lokalu. Krótko mówiąc obrzydlistwo. Jak niezręcznie się czułam, gdy kelnerka zabrała konfiturę malinową ze stolika obok mówiąc „już państwo nie jecie?” i postawiła ją na moim, po tym jak złożyłam zamówienie… Kolejną rzeczą są koszyczki, w których podawane jest pieczywo. Są całe upaćkane w zaschniętej już czekoladzie i dżemie… Oczywiście nikt z obsługi nie pofatygował się, aby wysypać z niego okruszki po poprzednim użytkowniku. Nie wiadomo, czy są to pozostałości  z dnia dzisiejszego czy z minionego tygodnia. Raczej stawiałabym na to drugie. To samo ze sztućcami, które wyglądały jakby zostały przełożone z innego stolika (postanowiłam ich nie dotykać i nie prosić o drugie, ponieważ czekałabym na nie kolejną godzinę).

Uprzedzam komentarze typu ” pewnie był duży ruch”. Duża ilość klientów w lokalu nie zwalnia nikogo z przestrzegania podastawowych zasad higieny.

Krótko mówiąc masakra. Jeżeli w najbliższym czasie będę chora to przyczyna bedzie już pewna. Ciekawa jestem czy kiedykolwiek był tam sanepid, bo chętnie bym go tam zaprosiła 🙂 Raz można pójść i zapoznać się z „fenomenem” Charlotte. Ja z pewnością więcej tam nie wrócę.

Piszcie w komentarzach kto z Was tam był i jakie macie wrażenia. Czy tylko ja jestem taka czepialska?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s